Narzeczona, cz. 12

- Tez się masz kim przejmować! – powiedział Bartek, który porucznika już zobaczył, ale ponieważ jego strzała Amora nie ugodziła w głowę, to dostrzegał i rozumiał trochę więcej. – To jakiś głąb! Pluń na niego! Mało to facetów dookoła?
- Takich, jak on, mało!
- Jasne, mało. Takiego idioty ze świecą szukać! – zachichotał Bartek na samo wspomnienie o tym, jak to porucznikowi wypadło jedno szkło z okularów przeciwsłonecznych, on zaś tego nie zauważył i narzekał, że słońce go razi.
- Ale mną interesują się sami zboczeńcy! Mówiłam ci!
- Zboczeniec może być interesujący.. – rozmarzył się Bartek. – Oni podobno wyróżniają się wspaniałą wyobraźnią, są bardzo kreatywni, pomysłowi…
Przed wyjściem z domu oblał się od stóp do głów wodą kolońską o wiele mówiącej nazwie ” Chcesz, to masz!”, przyczesał włosy i po raz dziesiąty tego popołudnia przećwiczył spojrzenie uwodziciela, które płeć przeciwną rzuca na kolana (tak było napisane w podręczniku dla uwodzicieli).
Szedł i w myślach wyobrażał sobie, jak to będzie pięknie, gdy ona i on…Był tak zamyślony, że nie zauważył nawet, że minął właściwy budynek i zatrzymał się przed sąsiednim. Następnie nacisnął guziczek domofonu. Nic. Odczekał chwilę i ponownie zadzwonił. Znowu nic. Przyjrzał się drzwiom, nie wiedzieć czemu, mściwie i nacisnął guzik mocniej i dłużej.  - Jeśli zaraz nie otworzą, to wezmę tego pagaja ze śmietnika, podeprę nimi drzwi i dopiero będą mieli! – pomyślał. Jednego jednak nie przewidział. W lokalu, do którego się tak mocno dobijał, mieszkał groźny recydywista, który z zawodu był hydraulikiem, z zamiłowania bokserem, a z potrzeby włamywaczem. Zza krzaków obserwował zabiegi Mariana. – Acha, chcą mnie siłą dopaść! Niedoczekanie! –  Jeszcze tego samego dnia zabrał swoje manatki wchodząc do mieszkania przez okno i tyle go widzieli.
Marian postał przez chwilę bezradnie przed drzwiami, które zabezpieczył mocnym dragiem. Ponieważ wkrótce ktoś, usiłując wyjść, zaczął szarpać się z klamką, Marian oddalił się na bezpieczną odległość. Potem pospacerował jeszcze po okolicy. Dziewczyny nie spotkał, ślusarza nie zastał, co jeszcze miało go spotkać tego dnia, spadająca mu na głowę  cegła?…
Na głowę poleciała nie cegła, ale miska z wodą.

2 komentarzy


    1. Serdecznie dziękuję, będę pisać, zachęcam też do czytania moich książek. W październiku „Wróżka mimo woli” , sądzę, że się spodoba :-) Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>