Narzeczona, cz. 13

Pani Kwiatkowska umieściła miskę z wodą na parapecie okna, przez które było widać chodnik. Wygłosiła rytualną mowę, w której potępiła wszystkich leniwych mężów i wszystkie niewdzięczne córki świata oraz oskarżyła okrutny los o niesprawiedliwy podział zadań życiowych. Wśród lamentów, że tylko ona jedna na całym świecie musi się tak poświęcać, podczas gdy inni cieszą się urokami życia, jej zaś przypadają w udziale najcięższe i najbrudniejsze prace, umoczyła gąbkę w wodzie. Pan Kwiatkowski spokojnie podszedł do okna i powiedział:
- Zostaw, ja to umyję. Małgosia wróci, to dokończy…
- Nie, nie. Ja już przywykłam do roli służącej. Nie przejmuj się mną. Tylko nie wiem, czy dacie sobie radę, gdy mnie zabraknie. Oj, ciężkie życie was czeka beze mnie, ciężkie!
- Dlatego mówię ci, daj spokój..
- Poleż sobie. Ja co najwyżej nabawię się przepukliny albo reumatyzmu, ale ty przynajmniej będziesz zdrów.
- Głupstwa gadasz.
- Tak, wiem. Nie dorastam do twojego poziomu. Trzeba było ożenić się z kimś mądrym. Nie jestem pewna tylko, czy znalazłbyś lepszą niewolnicę ode mnie? Kto, oprócz mnie, zgodziłby się tak harować całymi dniami?
- Przestań się wygłupiać! Złaź!
- Nie będziesz mi rozkazywał! Nie jestem twoją niewolnicą!
- Zejdziesz czy nie?
-Nie!!
- To ja ci zabiorę miskę! – Kwiatkowscy szarpali się przez chwilę, połowę wody udało im się wylać na siebie nawzajem, reszta, razem z miską, wylądowała na chodniku tuż przed nosem stojącego tam Mariana Drakulowskiego. Otrzeźwiło go to na tyle, żeby spojrzeć w górę i całkiem świadomie usłyszeć ciąg dalszy rozmowy.
- To twoja wina! – krzyczała pani Kwiatkowska. – Wcale nie chcesz mi pomóc! Specjalnie wyrzuciłeś miskę!
- Umyję bez miski. – Obraził się pan Kwiatkowski,- Ja umyję prawą stronę, ty lewą.
- Świetnie to sobie obmyśliłeś! Prawą stronę myje się łatwiej!
- No to ja lewą, a ty prawą.
- Lewa strona jest już umyta!
- Wcale nie.
- Uważasz, że nie umiem myć okien?! To ja cię nie wpuszczę na parapet!
- A to ja sobie okno zdejmę!
- Po moim trupie!
- No to już niedługo, na szczęście!
Zaczęli się szarpać ze skrzydłem okiennym. marian na wszelki wypadek odsunął się na bezpieczną odległość i wtedy zorientował się, że nie on jeden obserwował to zajście. Ku jego nieopisanej radości, w tłumie gapiów znajdowała się jego wymarzona blondynka z tramwaju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>